Pięćdziesiąty Marsz Szlakiem I Kompanii Kadrowej

Imprezy Jubileuszowego (35. po wojnie) Marszu Szlakiem I Kompanii Kadrowej

Długo oczekiwane odejście z Marszu Komendanta Jana Kasprzyka sprawiło, że tą piękną tradycją zaczęli się interesować dawni jego uczestnicy. 15 lat jego "dowodzenia" doprowadziło do wielu wynaturzeń i zatracenia dawnego charakteru, o czym mowa w moim artykule do Pro Memoria i w wywiadzie z Komendantem Piotrem Augustynowiczem (patrz poniżej). Do przykrych konsekwencji należy i to, że były komendant nie przygotował nikogo, kto mógłby objąć po nim tę funkcję! Wydawało się, że Jan Kasprzyk to już dożywotni komendant! Gdy wreszcie tego trudnego i odpowiedzialnego zadania podął się Piotr Augustynowicz z Elbląga ze strony swego poprzednika nie otrzymał żadnej pomocy ( patrz wywiad ). Wsparcie, zwłaszcza w Krakowie było konieczne. Zaproponowałem Piotrkowi, że jako przewodnik po Krakowie i dawny opiekun Krypty Marszałka ( z ramienia Komitetu Opieki nad Kopcem J.Piłsudskiego ) oprowadzę uczestników Marszu "śladami Józefa Piłsudskiego po Krakowie. Wielokrotnie, bezskutecznie  to proponowałem J. Kasprzykowi. Piotr tę propozycję przyjął od razu. Później jego współpracownik Darek Nowiński poprosił bym napisał artykuł na ten temat do biuletynu  marszowego "JUŻ  JĄ WIDZIELI IDĄCĄ..."     

(2.08.2015 r., Strzelcy pod Krzyżem Katyńskim)

 Sam zaproponowałem przekazanie 30 ziem z Iranu, Bliskiego Wschodu i z Polski na Kopiec Józefa Piłsudskiego. Nie wiem dlaczego organizatorzy nie wyrazili na to zgody na składanie jej przed wymarszem z Oleandrów, przecież to wyjątkowa okazja; - 50 Marsz, 80 rocznica śmierci Marszałka i 70 rocznica zakończenia II wojny światowej. 

Piotrka nie znałem wcześniej, choć  już trochęj korespondowaliśmy  i rozmawiali przez telefon to jednak dopiero 14 lipca spotkaliśmy się po raz pierwszy, a poświęciłem je głównie na kilkugodzinne oprowadzanie po Kazimierzu.

2. sierpnia w Katedrze Wawelskiej była msza święta za pomyślną prezydenturę Andrzeja Dudy i wówczas jej uczestnikom urządziłem krótkie zwiedzanie Krakowa, kończąc je w Parku im. dr Henryka Jordana 

(2.08.2015 r.,Strzelcy w Parku im. dr Henryka Jordana)

(2.08.2015 r., w Parku im. dr Henryka Jordana, od lewej: J. Wieczorek, K. Cholewa, P. Augustynowicz)

4. sierpnie o godz. 14.00 zaplanowane było zwiedzanie Krakowa, śladami Marszałka. Termin i pora niezbyt szczęśliwie dobrana, bo jeszcze niewiele osób przyjechało do Krakowa, było bardzo gorąco, a ponadto wcześniej uczestnicy zwiedzali wystawę w Muzeum Narodowym. 

(4.08.2015 r., Sladami Józefa Piłsudskiego w Krakowie - przed wyjsciem na trasę)

(4.08.2015 r., Sladami Józefa Piłsudskiego w Krakowie - w Parku im. dr Henryka Jordana- Pomnik kaprala Wojtka)

Przeczytaj artykuł "Józef Piłsudski - śladami Marszałka w Krakowie"

5. sierpnia Msza święta w Katedrzw na Wawelu, przemarsz pod Krzyż Katyński i na Mały Rynek, gdzie tradycyjnie  była "Lekcja śpiewania"

(5.08.2015 r., Strzelcy przed Arsenałem)

(5.08.2015 r., Śpiewanie piosenek patriotycznych w Małym Rynku )

(5.08.2015 r., Śpiewanie piosenek patriotycznych w Małym Rynku)

(Zdjęcie z wystawy pod Wawelem, poświęconej historii Marszów. Jestem na dwóch zdjęciach!)

6. sierpnia Apel przy ul. Oleandry i wymarsz przez Rynek Główny Plac Matejki do Michałowic!

(6.08.2015 r., wymarsz z ul. Oleandry)

(6.08.2015 r., wymarsz z ul. Oleandry)

(6.08.2015 r., wymarsz z ul. Oleandry)

(6.08.2015 r., wymarsz z ul. Oleandry)

(6.08.2015 r., na Rynku Głównym  w Krakowie)

(6.08.2015 r., na Placu J. Matejki)

(6.08.2015 r., w Michałowicach o 6 VIII 2015 r. o godz. 9.45)

Zobacz również relacje Józefa Wieczorka:

 

 

Przeczytaj również artykuł Władysława Grodeckiego, który ukazał się na ramach "Pro Memoria":

 

 

Panu Andrzejowi Dudzie - Krakowianinowi, Prezydentowi Naszej Umiłowanej Ojczyzny - Polski w rocznicę tak wyjątkową, będącą jednocześnie dniem zaprzysiężenia. Czy to nie jest znak?

 

W ROCZNICĘ 6. SIERPNIA 1914 R.

„Żołnierze!

Spotkał was ten zaszczyt niezmierny, że pierwsi pójdziecie do Królestwa i przestąpicie granicę rosyjskiego zaboru, jako czołowa kolumna wojska polskiego idącego walczyć o oswobodzenie ojczyzny…” / J. Piłsudski – Oleandry 3.08. 1914 r. /

 

Słuchających te słowa / wspominał Florian Wieniawa- Długoszowski / „ogarnęło wzruszenie ogromne, coś ściskało za gardło.” Chwila była szczególna, wszyscy wyczuwali, że oto zbliża się wojna narodów, o którą za wieszczem modliły się od dziesiątków lat miliony potomków powstańców kościuszkowskich, listopadowych i styczniowych.

Gdy na skutek represji, rozstrzeliwań, zsyłek na Sybir i konfiskat majątków po upadku powstania styczniowego i rewolucji w 1905r. partie polityczne, głównie Narodowa Demokracja były przeciwne rewolucji i tzw. bandytyzmowi, a społeczeństwo ogarnęła apatia, zmęczenie i ucieczka w życie prywatne- „W najswobodniejszej części Polski, w Krakowie, stanęła do boju garść młodzieży, robotników i chłopów by w rozpaczliwej chwili próbować walczyć nie pod obcym, lecz własnym, polskim sztandarem, by umierać na polu bitwy nie jako żołnierz z pod obcego znaku, lecz jako żołnierz polski” /J. Piłsudski /

Oto 6 pokolenie po konfederatach barskich wydało wojnę najpotężniejszemu z zaborców i oni przeżyli CHWILĘ SPEŁNIENIA.

W nocy 5/6 sierpnia 1914 r. ok. 150 młodych Polaków, „strzelców” i „drużyniaków” było gotowych by ruszyć w bój. W tym dniu minęło dokładnie pół wieku od śmierci ostatniego dyktatora powstania styczniowego, pół wieku nie było też na frontach Europy regularnego wojska polskiego.

Ostatnią noc przed wymarszem tak wspominał Generał Tadeusz Kasprzycki: „noc spędzona na scenie w Oleandrach, spędzona w półśnie; co pewien czas otwieram oczy: nikłe światełko lampki, dziwacznie poskręcane ciała kadrowiczów, tu i ówdzie pogwizdy i chrapania.”

O godz.3 zarządzono alarm, a pół godziny później nastąpił wymarsz w kierunku Kielc. O godz. 9. 45 byli już w Michałowicach. Dowódca Tadeusz Kasprzycki wydał rozkaz : „Przed nami ziemia od lat w niewoli, idziemy by ją wyzwolić”. Wyłamano szlabany graniczne zaboru rosyjskiego i austriackiego. Rozpoczynała się wojna narodów, o którą za wieszczem modliły się całe pokolenia Polaków!!!

(na zdjęciu powyżej: Grodecki z p. Ryszardem Kaczorowskim, b. prezydentem RP na Uchodźstwie, Kielce 12 sierpnia 2009 r.) 

SZLAKIEM I KOMPANII KADROWEJ

Pierwszym i najważniejszym aktem na drodze ku niepodległości Polski w 1918r. był wymarsz Kadrówki z krakowskich Oleandrów 6 sierpnia 1914r. Dla uczczenia tej ważnej daty w dziejach naszej Ojczyzny już w 1921 r. zrodziła się myśl organizacji corocznego marszu z Krakowa do Kielc. Rok później w ramach I Zjazdu Legionistów zorganizowano marsz z Oleandrów do Michałowic, a w 1924 r. w 10 rocznicę wymarszu- pierwszy marsz na całej trasie. Brało w nim udział 7 drużyn strzeleckich. Organizatorem tego i następnych Marszy był Związek Strzelecki. Marsze miały charakter elitarny, i sportowo- militarny, a uczestniczyły w nich najlepsze jednostki nie tylko z Polski, ale także z Łotwy i Estonii. Trwały one po 3 dni. Do 1939 r. zorganizowano ich 15 ( w 1934r. powódź w Małopolsce uniemożliwiła jego organizację ). 6 sierpnia 1939r. , tuż przed agresją niemiecką na Polskę na Błoniach krakowskich zgromadziło się ok. 100 tys. Polaków z całego kraju. Początek Marszu poprzedziła wielka manifestacja patriotyczna z udziałem Marszałka Polski Edwarda Śmigłego Rydza, żołnierzy I Kompanii Kadrowej i 5 żyjących powstańców styczniowych

W P R L- u

II wojna światowa na okres półwiecza przerwała niepodległość Polski, a obchody rocznicy 6 sierpnia były zabronione. Żyli jeszcze legioniści i choć byli traktowani jak obywatele drugiej kategorii to głównie oni zaczęli się upominać u władz PRL o odnowienie Kopca J. Piłsudskiego na Sowińcu i o kult dla ważnych rocznic historycznych, w tym dla rocznicy wymarszu Kadrówki i Bitwy Warszawskiej z 1920r. Wielkiego wsparcia udzielał im były metropolita krakowski Kardynał Karol Wojtyła. Na spotkaniu legionowym w Krakowie 25. 01. 1975r. powiedział m. in. :

Dobrze, że się tu spotykacie, dobrze że strzeżecie tych wszystkich śladów i tej rocznicy 6- sierpnia i tego postumentu na dawnej granicy pod Michałowicami…”

A w liście do byłego prezesa Związku Legionistów Polskich w Krakowie J. Herzoga / z 1974r./ napisał :

Pragnę wyrazić moją pełną solidarność z pańskimi poczynaniami, które mają na celu obronę godności Narodu, a zwłaszcza honoru polskiego żołnierza, tego któremu Polska zawdzięcza niepodległość”

W tej sytuacji już 6 sierpnia 1978r. kilkanaście osób przybyło do Michałowic gdzie złożono kwiaty, ale na powrót do dawnej tradycji Marszów trzeba było poczekać jeszcze 3 lata. Oto w wyniku wyboru Kard. K. Wojtyły na stolicę Piotrową i „wybuchu Solidarności” z inicjatywy środowisk niepodległościowych i piłsudczykowskich oraz pomocy ówczesnego proboszcza katedry kieleckiej Mariana Jaworskiego / późniejszy biskup i arcybiskup / , o. Adama Studzińskiego, kapelana spod Monte Cassino, a także regionalnej „Solidarności” w Kielcach i w Krakowie udało się zorganizować w 1981 r. pierwszy powojenny Marsz. W gronie tych co opiekowali się Marszem był także bp. Albin Małysiak, gen. Mieczysław Boruta Spiechowicz i żołnierz I Kadrowej mjr. Tadeusz Brzęk- Osiński.

Następne marsze odbywały się w stanie wojennym, gdy władze PRL nie wyrażały zgody na ich organizację. Wielu uczestników w tym czasie było więzionych lub płaciło wysokie grzywny. Najbardziej dramatyczny przebieg miał marsz w 1984r. 102 uczestników niosących przez pół Polski antyrządowe transparenty i śpiewający pieśni patriotyczne stanowiło zagrożenie dla władz reżimu Jaruzelskiego. Już po opuszczeniu Krakowa dochodziło do częstych konfliktów z funkcjonariuszami SB i Milicji. 4 km. przed Jędrzejowem w Zajeździe w Łączynie, gdy właściciel zaprosił uczestników na obiad pojawiło się nagle kilka samochodów ZOMO. Ci, którym nie udało się zbiec zostali przewiezieni do Komendy MO w Jędrzejowie i tam przesłuchani. 7 osób zatrzymano na 24 godziny. W nocy trwały trudne pertraktacje w wyniku, których milicja zgodziła się na kontynuowanie marszu w godzinach nocnych, w znacznym rozproszeniu i bez transparentów. Dzięki pomocy płk. Antoniego. Hedy / ps. Szary / i miejscowych chłopów udało się dotrzeć do Kielc. Sam przemarsz przez to miasto do Katedry przypominał wkroczenie Kadrówki w 1914 r. Nigdy nie zapomnę jak czwórkami w pewnym oddaleniu ( po ok. 30 m), by Zomowcy nie mogli nas ująć wkraczaliśmy do centrum. Nieustannie na myśl przychodziły wspomnienia Wacława Sieroszewskiego z wejścia do Kielc Pierwszej Kadrowej w 1914 r.

I tak ze śpiewem na ustach, na którego dnie kryło się łkanie, weszliśmy w milczące ulice…

Tuż za rogatką po obu stronach stały nieme i nieruchome tłumy… Nic, żadnego dźwięku, ruchu lub wyrazu! (…) Nagle przejmujące, stłumione łkanie kobiece rozdarło niemotę tłumów… ( …) Wyciągnęły się ku nam jakieś ręce i parę bladych kwiatów upadło pod nogi idącej kolumny. Westchnienie ulgi wybiegło z naszych piersi: Żałują nas”.

Tym razem tylko nieliczni mieszkańcy Kielc wyszli na chodnik i przyglądali się maszerującym, inni z podziwem, a może i przerażeniem obserwowali nas z pewnej odległości

lub z poza uchylonych firanek swych mieszkań! I tak dotarliśmy do wypełnionej po brzegi Katedry, przerażająco cichej… niemy tłum się rozstąpił. Zmierzaliśmy w stronę ołtarza krok po kroku czując ciężar spojrzeń setek wiernych. Może trwało to pięć, może dziesięć sekund, choć wydawało się, że była to wieczność… Nasze wnętrza wypełniła niepewność, rozczarowanie i szok, gdy nagle rozległy się oklaski zrazu słabe, nieśmiałe, a później tak potężne, że trzęsły się mury świątyni. Rozpierała nas duma, wydawało się, że serca wyskoczą z piersi!

Za udział w „nielegalnym marszu” 67 osób zostało później ukaranych wysokimi grzywnami.

Następne marsze były już znacznie spokojniejsze, a w 1990r. burmistrz Jędrzejowa oficjalnie przeprosił uczestników Marszu za wydarzenia z 1984r.

 

W III RZECZYPOSPOLITEJ

Od pierwszego powojennego marszu tak emigracja niepodległościowa jak i prezydent R.P. na uchodźstwie Kazimierz Sabat udzielali poparcia uczestnikom Marszu. Ten ostatni umarł 19 VII 1989r. , w dniu w którym sejm kontraktowy wybrał na prezydenta RP . Jaruzelskiego. Nie żył już żaden żołnierz Kadrówki, ale pamięć po tej formacji i tradycja Marszu sprawiła, że w III Rzeczypospolitej w sierpniowe dni drogi polne, łąki i lasy między Krakowem, a Kielcami zapełniały się polską młodzieżą. Od 1989 r. Marsz wrócił do formuły przedwojennej. Ma charakter sportowo-obronny. w Marszu uczestniczą oddziały strzeleckie, a od 1991r. przedstawiciele Jednostek WP o tradycjach legionowych. W gronie uczestników znaleźli się również: Litwini i Polacy z Wileńszczyzny – komandosi walczący o wolność kraju w 1990r. /1991r./, żołnierze NATO z Holandii i Niemiec /1998r. /, a od 2000 r. kilkakrotnie uczestniczyła także polska młodzież z Wileńszczyzny i Ukrainy.

Nastąpiła ilościowa i jakościowa zmiana, a w gronie patronów honorowych znajdowali się m. in. b. Prezydent na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski , Pani Jadwiga Piłsudska- Jaraczewska , płk Antoni Heda- „Szary” – Prezes Światowej Federacji Kombatantów, dowódca 3 PP Leg .AK, dr Krzysztof Kula- bratanek Leopolda Lisa – Kuli, o. płk. Adam Studziński- kapelan II Korpusu PSZ, Kapelan Marszu abp. gen. Dyw. Sławoj Leszek Głódź , czy śp. Prezydent Lech Kaczyński.

Od tej pory Marszom towarzyszyły msza św. w katedrze na Wawelu i różne imprezy tak w Krakowie jak i w innych miastach; wystawy fotograficzne, pokazy kawaleryjskie na Błoniach, lekcja śpiewania z udziałem artystów Loch Camelot w Rynku Głównym ( ostatnio w Małym Rynku ), uroczystości pod obeliskiem upamiętniającym obalenie słupów granicznych w Michałowicach, spotkania z mieszkańcami miast, zawody strzeleckie, odsłonięcie płyt pamiątkowych, składanie kwiatów na grobach legionistów, konkursy historyczne itp.

Mimo to ostatnie lata XX w. nie należały do łatwych, a przyczyniły się do tego, zmiana pokoleniowa, dewaluacja wszelkich wartości etycznych, brak odpowiedniej edukacji historycznej czy wyśmiewanie patriotyzmu, który niesłusznie kojarzono z nacjonalizmem”!

MARSZ KADRÓWKI W OCZACH ZWYKŁEGO UCZESTNIKA

14 czerwca 1999r w Łowiczu Ojciec Święty Jan Paweł II przypomniał:

Wychowanie młodego pokolenia w duchu miłości Ojczyzny ma wielkie znaczenie dla przyszłości narodu. Nie można bowiem służyć dobrze narodowi, nie znając jego dziejów, bogatej tradycji kultury. Polska potrzebuje ludzi otwartych na świat, ale kochających swój rodzinny kraj”.

Dla najstarszych uczestników ( tych z lat osiemdziesiątych ) Marsz Kadrówki powinien być przede wszystkim wspaniałą lekcją historii i patriotyzmu.

Niełatwo jest o tym pisać, trudno mówić, ale trzeba to robić choćby po to by na trasę między Krakowem, a Kielcami wrócili ci, którym arogancki styl prowadzenia marszu nie odpowiadał. Z uznaniem o ogromnym zaangażowaniu i poświęceniu trzeba się wyrazić o kolejnych komendantach Marszu ostatnich lat XX w., Wojtku Pęgielu, Witku Tukałło, Michale Wnuku, Andrzeju Fischerze, Andrzeju Albiniaku, Leszku Marcinkiewiczu czy Lucjanie Muszyńskim. Trzeba pamiętać, że mieli niełatwe zadanie, bowiem na Marszu w znacznej mierze pojawiali się zupełnie przepadkowi ludzie, nieświadomi jaki jest jego cel, często traktujący Marsz jako okazję do odpoczynku, taniego spędzenia urlopu czy części wakacji.

Od 1999 r. do 2014 r. Komendantem był Jan Józef Kasprzyk z Warszawy. Nie można zaprzeczyć jego niewątpliwych zasług, zwłaszcza w początkowym okresie. Wszędzie podkreślano jego nienaganną wiedzę, aparycję i przygotowanie aktorskie ( uczeń śp. Janusza Zakrzeńskiego). Jednak sam pan Janusz na spotkaniu w Żywcu 4 września 2006 r. do kilku „piłsudczyków” z Krakowa powiedział: „ Jasiu się zmienił, nie powinien już być komendantem”.

Mnie i innych uczestników marszów „stanu wojennego” raził brak dyscypliny, otaczanie się ciągle tymi samymi „kolesiami” z Warszawy, nie grzeszącymi skromnością i nadmiarem kultury. Raziło przyznawanie sobie różnych nagród i odznaczeń, za bardzo wątpliwe zasługi. Marsz jak sama nazwa wskazuje powinien mieć coś wspólnego z chodzeniem, a nie wożeniem się samochodami prywatnymi i służbowymi. Dotyczyło to nie tylko kadry, ale również, wielu uczestników, szczególnie, młodych urodziwych dziewcząt. Tolerowano, kradzieże, profanowanie symboli, pijaństwo, nieprzestrzegania ogólnych zasad współżycia (np. hałasowanie po ciszy nocnej, brak szacunku dla osób starszych i zasłużonych). Na Marszu nie było tej patriotycznej atmosfery lat osiemdziesiątych, tych dyskusji, sporów, zafascynowania naszymi dziejami i postacią Marszałka. Śp. Lucjan Muszyński pasjonat historii robił co mógł, ale w tej sytuacji niewiele mógł zdziałać!

Pozornie wszystko wyglądało wspaniale; przed wejściem do każdego miasta, na przybywających z różnych stron uczestników czekała orkiestra honorowa i konnica, a w centrum gospodarze regionu. Jednak z reguły niewiele osób nas witało ( bardzo kiepska reklama), a zmęczeni długim marszem, głodni i spragnieni uczestnicy myśleli o jednym, by znaleźć się jak najszybciej w miejscu zakwaterowania. Niestety wypoczęty Komendant Marszu i jego kadra oraz przedstawiciele władz miasta nie bacząc na to, że niektórzy ledwo stoją popisywali się swoją elokwencją. Uważny obserwator odnosił wrażenie, że Marsz jest dla jego organizatorów i WiP-ów, a nie dla uczestników i miejscowej ludności.

Kiedyś było zupełnie inaczej, był bardzo bliski kontakt z mieszkańcami, może dlatego, że marsze były „nielegalne?”. Co roku szliśmy inną trasą. Zakwaterowanie załatwiano u księży proboszczów ( dzięki listom polecającym od śp. biskupa Małysiaka) w chłopskich chałupach lub w stodołach, także u Cystersów w Jędrzejowie.. Szliśmy z plecakami małymi grupkami

( dla bezpieczeństwa) dźwigając dodatkowo sztandar Kadrówki i różne transparenty. Bagaż jakimś prywatnym samochodem zawożony był na miejsce zakwaterowania. Marszowi towarzyszyły śpiewy pieśni patriotycznych, a w miejscach postoju ożywione dyskusje historyczne, Po dotarciu na miejsce i zakwaterowaniu, gospodarze podejmowali nas obfitym obiadem, a później wspólnie udawaliśmy się do miejscowego kościoła gdzie odprawiana była msza święta. Wieczorem zaś przy herbacie opowiadaliśmy zgromadzonym o tym dlaczego idziemy do Kielc? Ludzie czuli się dumni, że uczestniczą w tej lekcji historii.

Przed nami kolejny jubileuszowy pięćdziesiąty Marsz Szlakiem I Kompanii Kadrowej (35 po II wojnie światowej). Jego komendantem został Piotr Augustynowicz, mający ambicje by Marsz był naprawdę Marszem, by wrócili na trasę dawni jego uczestnicy ze swymi dziećmi i wnukami. Musimy go wspierać w tym niełatwym przedsięwzięciu!

Władysław Grodecki

Przeczytaj również wywiad z Piotrem Augustynowiczem.